środa, 29 czerwca 2016

Prolog

Przypomnijmy sobie fragment z ostatniego rozdziału czwartej części "Równowagi sił" - "Talizman Salazara", od którego zaczniemy piątą część. (zaznaczam, że jest poprawiony i pisany oczami Riddle'a, a nie Harry'ego)



         - Mylisz się... – odparł Voldemort z powagą. – ...Wciąż jesteś bardzo ważny dla wielu ludzi. Tylko teraz nie możesz już im pomóc. - stwierdził. Chwila ciszy, podczas której Lord Voldemort napawał się tymi słowami nie rozglądając się wokół i nie zdając sobie sprawy co zaraz nastąpi. Moment później poczuł nacisk na swoich ustach.
- Ciii... - szepnął Harry złowrogim tonem patrząc na niego. Riddle znieruchomiał zdając sobie nagle sprawę, że jego syn może się poruszyć. - "Harry, ty się poruszasz..." - pomyślał. Na jego wężowatej twarzy pojawił się wyraz zaskoczenia i lekkiego niepokoju. - ...Wiesz, ojcze,... - szepnął Harry. Riddle jakby się nieco rozluźnił, ale czy dobrze zrobił? - ...od dnia, gdy spotkaliśmy się pierwszy raz w obozie pragnąłem zrobić jedną rzecz... - jego głos był zimny jak lód. Uważnie przyjrzał się twarzy Riddle'a, a on jemu. Wyraz twarzy Voldemorta zaczął się zmieniać z każdym słowem Pottera. Spojrzał na dłoń swego syna, która powoli zbliżała się w jego kierunku. Harry chwycił ową dłonią gardło i ścisnął. Ten jęknął. Pierwsza dłoń Harry'ego odsunęła się z jego ust i zacisnęła się na gardle. Już chciał coś powiedzieć, ale uścisk był zbyt mocny uniemożliwiając mu to. - ...Marzyłem, abyś przestał się tak denerwująco śmiać!... - warknął, a jego spojrzenie przybierało coraz to bardziej groźniejszy błysk. Voldemort uważnie słuchał słów Harry'ego zdając sobie sprawę, że nie ma już nad nim kontroli, że jego syn był tak wściekły, iż nie kontrolował swych emocji. Wściekłość owładnęła nim. Wiedział to. Czuł to. Słyszał to w jego głosie. - ...To mnie denerwowało przez wiele lat... - syknął. - ...Teraz, jako duch złość i gniew są dla mnie sposobem aby się poruszać – BEZ twojej zgody... - uśmiechnął się chytrze równie jak on. Riddle rozszerzył oczy ze zdumienia. Miał rację. Teraz Harry nie kontrolował siebie – swych emocji. Lord Voldemort nie sądził, że są one aż tak potężne. - ...A TO jest w obecnej sytuacji dla mnie atutem... - mówiąc to zacisnął ręce tak mocno, by Voldemort nie mógł nic powiedzieć na tę uwagę. Riddle jęknął chwyciwszy jego dłonie próbując je odsunąć. - ...Teraz wiem czemu chciałeś abym się kontrolował, ojcze... - Voldemort spojrzał na niego. - ...Nie chciałeś aby do tego doszło! Złość, którą chciałeś abym kontrolował znalazła w końcu swoje ujście!... - ton jego głosu był równie złowrogi jak zamiar tego, co miał w tej chwili zrobić. Voldemort nagle stracił równowagę i upadł twarzą na ziemię. - "...Harry, przestań!..." - pomyślał błagalnie. Harry jeszcze bardziej wzmocnił uchwyt na jego gardle, gdy ten próbował się uwolnić z jego stalowego uścisku. - "...Na Slytherina! Jaką on ma siłę!..." - Voldemort z wysiłkiem obrócił się na plecy, aby na niego spojrzeć. Czarownik próbował się uśmiechnąć dając w ten sposób do zrozumienia Potterowi, że może się poruszać i, że jest z tego powodu zadowolony, ale nie bardzo mu to wychodziło. Bardziej był zajęty próbą nabierania powietrza i oderwania jego dłoni z gardła. - ...Nie będę już dłużej bezsilny... – usłyszał stłumiony głos Harry'ego. Potter zbliżył swoją twarz patrząc prosto w jego czerwone oczy, zaciskając jednocześnie palce z całej siły na jego gardle. Szkarłatne oczy zrobiły się okrągłe, gdy uścisk stał się jeszcze bardziej mocniejszy. Spróbował coś powiedzieć, a brzmiało to jak: - "...Synu, przestań! Chcesz zabić własnego ojca? To cię zabije!..." - Harry zauważywszy to uśmiechnął chytrze. - ...Spróbuj coś powiedzieć, Voldemort. No, dalej. Śmiało. Rozkaż mi abym przestał to robić. Powiedz: "Synu, przestań. Jestem twoim ojcem"... - szeptał mu do ucha ledwo słyszalnym głosem jednocześnie dysząc. Voldemort nie mógł mówić. Dobrze się znali i nawet bez słów wiedzieli co jeden chce powiedzieć drugiemu. Z wysiłkiem podniósł rękę próbując sięgnąć do jego blizny, ale ze względu, że uścisk był ZBYT mocny próbował oderwać stalowy uchwyt swego syna ze swojego gardła. Harry dusił go. Jego gniew i złość przeważyła nad bólem. Nienawiść, złość i gniew – to była broń Harry'ego by zablokować ból tak potężny jak dotyk Lorda Voldemorta. Po chwili znów usłyszał jego głos, ale tym razem zdyszany i jakby próbował nabrać sam powietrza, a trudno mu to wychodziło jak i jemu samemu. - ...Nie pozwolę aby... mi ktokolwiek rozkazywał... - Riddle znowu na niego spojrzał. Dziwił się, że Harry może robić trzy rzeczy jednocześnie. Mówić, dusić i wytrzymując tak silny ból. - ...i mną manipulował. Koniec z tym... i z tobą także!... - spostrzegł, że Harry'emu zaczynało coraz bardziej brakować powietrza. Wiedział, że to ich obu zabije. - "...Harry, proszę. Przestań..." - błagał w myślach ledwo widząc nie zdając sobie sprawy, że płacze. Dalsze słowa Harry'ego brzmiały jakby chciał się wyładować na nim, co zresztą tak właśnie się działo. - ...Nie obchodzi mnie.... - Harry pokręcił przecząco głową. - ...że zginę! Ważne jest... w-w tej chwili... to... abyś to TY zginął... i... nie wrócił... nawet jako duch... - Voldemort spostrzegł w jego grymasie i oczach wściekłość i nienawiść. - "...No jasne! Zdrada..." - pomyślał Voldemort. - "...On kieruje się zdradą, jak wtedy, gdy zabił Glizdogona. Chciał się zemścić za to, że tak go potraktowaliśmy. Zdradziliśmy i zabijaliśmy wiele osób, a ja zabiłem jego rodziców..." - ...N-nie... nie pozwolę,... - mówił dalej Harry. - ...aby moja rodzina... była na ciebie... skazana i narażona!... Poświecę się... ponownie. I... tak jak ci kiedyś mówiłem... - Riddle spojrzał ponownie na syna. Ledwie słyszał, więc słowa jego syna były stłumione. - ...zabiorę cię... ze sobą... do grobu! - "...Harry naprawdę chce mnie zrobić! Przepowiednia się wypełnia..." - zamknął oczy. - "...Zabiłem jego rodziców. Zabiłem tyle osób. Tak bardzo pragnę abym mógł żyć... By Harry mógł żyć i jego rodzina. Przynajmniej tak mogę ocalić ród Slytherina. Chcę żyć, ale w innej postaci, abym mógł chronić ród Slytherina... Taylor Potter... Ostatnia dziedziczka Salazara Slytherina i jedyna córka Harry'ego Pottera – mojego jedynego syna. Chcę ją chronić przed wszystkim i wszystkimi, nawet przed nią samą" - pomyślał. Voldemort praktycznie już się nie poruszał, ale czuł uścisk Harry'ego na swoim gardle. Przestał już walczyć o oddech. Poczuł trzaskanie kości i rozrywanie się mięśni. Ciemność otoczyła go jak wielka zasłona, a potem nie było już nic.

wtorek, 28 czerwca 2016

Powitanie

Witajcie. Tu Ala Matrona.
Oto kolejne opowiadanie Potterowskie, ale tym razem nieco inna. Jest to opowiadanie o dalszych dziejach Harry'ego Pottera jako nauczyciela typu czterotomowej sagi "Równowaga sił". Opowiadanie rozpoczyna się w dniu, gdy jego dzieci rozpoczynają pierwszy rok nauki w Hogwarcie. Opowiadanie to będę pisać wspólnie z moją przyjaciółką. Mamy nadzieję, że wam się spodoba. Rozdziały zaczną się ukazywać na przełomie sierpnia i września. Teraz tylko zaczynamy się zastanawiać nad wątkami i ostatecznym finałem między Voldemortem a Harrym. To strasznie dziwaczne, że córka Harry'ego dostała feniksa mimo, że stała się ślizgonką, a jego syn pelerynę-niewidkę. Jeśli macie coś do powiedzenia zapraszam do komentowania.